Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 404 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Tropik w Poznaniu

wtorek, 02 maja 2017 20:49

Byłam na Termach Maltańskich, drugi raz(a może trzeci?). Ale raczej ostatni. Wystarczy. Zrobiłam to dla wnuków, konkretnie dla starszego, który marzył o pójściu tam. Gdy byliśmy z A. na Termach niedługo po oddaniu ich do użytku było pusto, spokojnie i zielono. Teraz na taki pomysł, jak my, wpadła połowa miasta i jeszcze kilka dodatkowych miejscowości. Ale to nie tłok był nieznośny. Nieznośna była temperatura i wilgotność. Przy tym tłoku było powyżej 30 stopni (plus, oczywiście) . I nie było czym oddychać. Do tego nie było żadnego miejsca do siedzenia. Można było jedynie siedzieć na brzegu basenu z falami, jak na brzegu morza. Bardzo tropikalnego morza, bo takiej temperatury wody nie zaznałam nawet w Indonezji (tu było około + 35). No i prawie nie popływałam, bo czułąm sie odpowiedzialna za mojego siedmiolatka, którego nie spuszczałam z oczu. W tym tłoku nikt obcy by nawet nie zauważył, gdyby sie nie wynurzył po kolejnym nurkowaniu. A. ze Starszym chodzili na "dzikie rzeki", na zjeżdżalnie z pontonami, wypływali na baseny zewnętrzne (też wypłynęłam, żeby nie paść z duchoty, ale wicher głowę urywał).  Namacalnie utwierdziłam się w przekonaniu, że żadne Tajlandie, żadne Karaiby, żadne Grecje, Hiszpanie, Włochy latem nie dla mnie. Nie znoszę upałów i koniec.  Ale pływać lubię tylko w przyjemnie ciepłej wodzie (tak z +27). I jak rozwiązać ten dylemat?  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Taki mamy klimat

środa, 19 kwietnia 2017 14:45

Można się cieszyć kwitnącymi czereśniami, śliwami i brzoskwiniami, a wtedy "diabeł się cieszy". Buch - przymrozek, szyby w aucie pod domem dziś były zlodzone, jak zimą. Zgroza. No i nic, zupełnie nic nie można na te zawirowania pogody poradzić. Trzeba je ścierpieć, można oczywiście pozgrzytać i wygrażać pięścią niebu, tylko po co? To i tak niczego nie zmieni i nie naprawi szkód. Nie będzie swoich owoców. I tyle, Aż tyle. Z tej bezsiły i złości na nasz zakichany klimat weszłam na swoją ulubioną stronę pośrednika turystycznego i przejrzałam propozycje. Zawsze lubię sobie pomarzyć o ciepłych i dalekich krajach. Zawsze mnie coś zanęci, jakiś niedrogi, a ciekawy wyjazd. A nuż uda się Mojego namówić? No i znalazłam kilka ciekawych propozycji. I wybrałam :) A najważniejsze - Mój dał się namówić na wyjazd bez specjalnego problemu :) Nie powiem, dokąd jadę, bo to dopiero w końcu maja. Powiem tylko, że to kolejna wyspa na Morzu Śródziemny. "Zaliczam" te nie najdalsze wyspy , a jeszcze mi trochę zostało. Baleary jakoś mnie nie nęcą, ale kto wie? Może trafi się jakiś okazyjny wyjazd, to czemu nie. A dalekie morza na końcu świata, to chyba już nie dla mnie. Samolotowe loty kilkunastogodzinne, to jednak mała przyjemność. 

Czy warto marzyć o czymś nie do zrealizowania? Może nie warto, ale zawsze można, po to są marzenia :) I nigdy nic nie wiadomo .


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Wszystko dobrze

niedziela, 02 kwietnia 2017 23:58

Jak się okazuje - brak wiadomości, to akurat najczęściej pozytywna wiadomość. Tak też było tym razem z moją miłą znajomą. No i ja nie wiedziałam, kiedy ona wraca do siebie. Byłą na dłuższych wakacjach i ani czasu ani  możliwości nie miała, żeby się odezwać (no powiedzmy, ale ja ją rozumiem, tyle nowości wkoło). Już sobie o wszystkim pogadałyśmy.

A u mnie w domu malowanie. Rety, ile to,  roboty. Nawet jak ja nie maluję (malować będzie Mój), to samo przygotowanie, sprzątnięcie mebli, firanek, zasłon wyniesienie tego, upchanie do innych pomieszczeń. A jeszcze przygotowanie posiłków, trochę pracy w ogrodzie, bo pogoda cudna - żal nie wykorzystać.  A teraz w karku czuję garb albo tak napięte mięśnie, że wszystko boli. A krzyże to pewnie jutro nie dadzą mi normalnie się ruszać.  Ale czego się nie robi dla urody domu ;) No i czas już był. To już będzie dziesiąta Wielkanoc w wiejskim domu. Nawet przy oszczędnym używaniu i czystym wiejskim powietrzu  ściany nie są już (mnie) zadowalające. Jutro już właściwe malowanie pokojów, a potem jeszcze kuchnia. I znów sprzątanie szafek, okrywanie blatów, ech... Ale potem będzie pięknie . I będzie można zabłysnąć  przed znajomymi ;) 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Znikanie

czwartek, 23 marca 2017 11:38

 Tak mnie męczy kwestia znikania ludzi poznanych w internecie. Mam przyjaciółkę, poznaną przez bloog. Mieszka za granicą, ale odwiedzamy się, widujemy się , gdy nadarzy sie okazja, stwarzamy te okazje. Nie znam jej adresu, nie pisuję do niej papierowych listów, a ostatnio się przeprowadziła (pod poprzednim adresem ją odwiedziłam). Nie odzywa się. Jechała do Polski autem, do rodziny. Rozmawiałyśmy tuż przed jej wyjazdem. Miała sie odezwać z Polski. Już raczej powinna wrócić. Na razie napisałam mail (w dzisiejszych czasach maile czyta się ze smartfona). Napiszę jeszcze sms. W ostatnim kroku zadzwonię. Ale nie chcę wyjść na osobę namolną. Wiem, że to nie jest żadna niechęć do mnie. Coś nie pozwala jej się odezwać. Mam nadzieję, że to tylko nawał pracy i brak czasu. Czekam cierpliwie. Ale nurtuje mnie taka kwestia, że jeśli, nie daj co, coś sie stało, to nie jestem aż tak istotna, żeby ktoś mi dał znać. Z drugiej strony powiadają, że brak wiadomości, to dobra wiadomość, bo złe wiadomości szybko się rozchodzą. Może...Uzbrajam się w cierpliwość. Tu mam przynajmniej numer telefonu. Ale w przypadku znajomości tylko mailowej (i FB -owej), to można zamilknąć i człowiek znika. Dla mnie to są realni ludzie, prawdziwe losy i przeżycia. Przywiązałam się. O znajomości, przyjaźnie należy dbać, staram się, chciałabym wierzyć i widzieć że u moich znajomych wszystko dobrze. I mam nadzieję, że tak jest, nawet, jak się nie odzywają.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Tak sobie przemyśliwam

niedziela, 12 marca 2017 19:31

Pokazali w TV aktora Willa Smitha, jak skacze na bungee. Od razu mi ciśnienie skoczyło: "głupek". Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie skaczą głową w dół z dużej wysokości i co w tym jest fajnego. To znaczy, nie chodzi o rozumienie. Ja nie chcę zaakceptować, że ktoś skacze głową w dół, ściga się na motocyklach, uprawia saneczkarstwo sportowe, lub zjazd alpejski i inne tego typu ekstrema. Ja po prostu nie wiem, co to to jest przyjemność ze skoku adrenaliny. A jak nie wiem, to nie potrafię wczuć się w przeżycia innych. Nie cierpię skoku adrenaliny w żadnej postaci. Jestem osobą spokojną, ostrożną i niezbyt bojową. Ogólnie nie lubię rywalizacji, więc i sportu (z tą adrenaliną) tez nie rozumiem. I nie myślcie, że jestem tchórzem. Mając 22 lata skoczyłam z wieży 10- metrowej do basen (który z tej wysokości wyglądał, jak znaczek pocztowy). Skoczyłam, bo ambicja nie pozwoliła mi nie skoczyć, ale myślałam, że w tym powietrzu umrę. Żadnej przyjemności, żadnej adrenaliny. Jedyna satysfakcja była taka , że utarłąm nosa jednemu zarozumialcowi, a Mój (wtedy jeszcze nie na pewno mój) był dumny ze mnie, jak paw. Ale nie jestem masochistką, nigdy więcej takich sytuacji, nawet gdyby mi dawali złote góry. A żeby za to samej płacić, za tę adrenalinę, to w życiu nigdy. Z wiekiem dowiedziałam się, że niektórzy napędzają się adrenaliną, jak narkotykiem (narkotyków nie próbowałam, ale tez nie zrozumiem narkomanów). No i wydaje mi się, że nie rozumiejąc tych ludzi, nie potrafiąc poczuć ich satysfakcji, nie jestem w stanie ich polubić. Ale czy lubimy tylko ludzi, których rozumiemy. Przecież czasem lubimy ludzi zupełnie różnych od nas. Tylko na pewno musimy mieć jakieś wspólne płaszczyzny albo choćby punkty styczne: wspólnie wyznawane wartości, podobne zdania na jakiś temat. Czy ta satysfakcja ze skoku adrenaliny lub jej brak, to różnica temperamentu, czy jeszcze coś innego? Już kiedyś pisałam o "krótszej nóżce" chromosomu. Są ludzie, którzy w ostatnim chromosomie, który wygląda jak krzywe X mają jedną końcówkę (dolną) krótszą. Badacze doszli do wniosków, że ci ludzie są genetycznie uwarunkowani, nie mogą żyć bez adrenaliny, znacznie częściej, niż pozostała część populacji podejmują ryzyko, narażając się na niebezpieczeństwo. Zagrożenie ich napędza. Okazuje się, że przeważająca część Amerykanów ma "krótszą nóżkę". Ja na pewno mam "równe nóżki". I wiedząc to wszystko nadal nie potrafię spokojnie patrzeć na ludzi  dla przyjemności narażających zdrowie i życie. I w głębi duszy chyba mam im za złe, że nie potrafię ich zrozumieć (każdy ma jakieś wady, ja też). Ostatnio jedna pani, wdowa po sześćdziesiątce, taka jak to się mówi "w pretensjach" pochwaliła się, że operowała sobie haluksy, bo źle wyglądały. Spytałam, czy ją bolały, nie tylko nie miała ładnych stóp. No i już ma te stopy chyba ładne. Tylko po co? Nie zrozumiem tej kobiety i na pewno nie zechcę poznawać jej bliżej (jesteśmy w jednej grupie na UKWieku). Raczej nie polubię. Jej zachowanie drażni mnie. Sama się sobie dziwię, dlaczego? Przecież nie zazdroszczę jej, przecież jest samotna  i mając dorosłych synów (gdzieś daleko) nawet nie ma wnuków. Ale nie wszystkich musimy lubić, nie każdego polubimy, ale nawet nie lubiąc możemy szanować (jeśli są godni szacunku), możemy być grzeczni i uprzejmi. Czy też macie swoje sympatie i antypatie? 


Podziel się
oceń
0
11

komentarze (4) | dodaj komentarz

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  264 350  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

Jestem spokojną osobą w "pewnym wieku", liść na wietrze, dziś się kołyszę i płynę, jutro opadnę , nie zostanie śladu. Czasem nie mam odwagi powiedzieć o pewnych sprawach z otwartą przyłbicą. Więc zakamuflowana , tutaj się wypowiadam.

O moim bloogu

Pamiętnik zwykłej kobiety w "smudze cienia"

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 264350

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl