Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 867 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nie jestem waleczna, a jednak...

środa, 25 stycznia 2017 16:30
Skocz do komentarzy

Nie dość, że nie jestem waleczne, to jeszcze mam naturę pesymistki i jestem sceptyczna. Gdy wszystko dzieje się zgodnie z planem i zasadami - jest o.k. Najmniejsza przeszkoda, gdy o coś, co wydawałoby się, że się należy, trzeba sie wykłócać, się "bić" - wytrąca mnie z równowagi. Zaczynam panikować, że nie zawalczę, bo nie umiem, bo mi sie nie uda, bo mnie "przegonią". Zawsze układam sobie w głowie scenariusze, dialogi, z najgorszym rozwiązaniem. Żeby nastawić się na "walkę". Bo jeśli zły scenariusz sie nie sprawdzi, to będę pozytywnie zdziwiona i szczęśliwa. Jeśli to tylko możliwe, to wolę nie narażać się na konfrontację, rezygnuję, odpuszczam.  Żadnych rywalizacji, żadnego losowania - i tak przegram. A przegrywać nigdy nie umiałam z klasą. Wiem, dziś już wiem, że to z powodu mojego egoizmu. Z dziecięcej pozycji "wszystko mi się należy", przeszłam na pozycje "należy mi się tylko to, co innym, nie więcej, ale też nie mniej". Strasznie muszę się zmagać ze sobą, jeśli muszę dobijać się o coś, co mi "się słusznie należy", . Ale są sytuacje, gdy muszę, nie dla siebie, dla tatusia, bo on sam jest z poprzedniej epoki. Gdy mówią "nie", on to traktuje jako ostateczną odmowę, a nie wstęp do negocjacji. Wtedy wkraczam ja i z zaciśniętymi zębami i z tymi moimi scenariuszami porażki przystępuję do "walki". 

Taka, wydawałoby się, oczywista sprawa, jak kontrola rozrusznika serca. Ma być. Co roku. Zgłasza się pacjent, zapisują go na kontrolę, sprawdzają. Pewnie, zapisują. A wiecie, kiedy skontrolują, jeśli teraz się zapiszecie? W lutym. Tylko 2018 roku! Jak to usłyszałam, to mi po prostu mowę odjęło na moment.  A potem dałam upust emocjom. Nie dość, że przez cały jeden dzień nie mogłam się dodzwonić do rejestracji, to na drugi dzień - taka informacja. I nic nie znaczy, że tato ma 93 lata, że jeszcze nie był, od dwóch lat  na takiej kontroli (a czemu nie był - bo nie dbał o to, nic mu nie było), że teraz bodajże rozrusznik nie działa. Trudno, " pani ważna" nic na to nie poradzi. To zaczęłam szukać innych szpitali, gdzie można skontrolować rozrusznik. Dodzwoniłam się, o dziwo, za pierwszym dzwonieniem, do szpitala klinicznego . Uprzejma pani w informacji podała mi numer do konkretnej przychodni i jeszcze poinformowała, że właśnie od 11.00 przyjmują zgłoszenia telefoniczne, więc mogę spokojnie dzwonić. I znów po pierwszym telefonie zostałam połączona z rejestracją. Tu pani była o wiele życzliwsza. Tutaj też trzeba by czekać rok na przyjęcie, ale pani przekonywała, że najlepiej jednak zapisać tatę tam, gdzie rozrusznik wstawiono. Zaczęłam "jęczeć".  Tato ma już 93 lata! Nie może tak długo czekać, zwłaszcza, że z rozrusznikiem coś jest nie tak. Co ja mam robić, przecież tato o swoje nie zawalczy sam.? Wtedy pani spytała, czy tato jest kombatantem. Nie, kombatantem nie jest, ale był na robotach w Niemczech i ma odpowiednią legitymację. Aha, czyli jest osobą poszkodowaną przez III Rzeszę i tak, jak kombatanci ma prawo do przyjęć poza kolejnością do specjalistów. Takie jest prawo i mam wziąć tatę w taksówkę i zawieść do poradni , musza go zaraz przyjąć. Noo, pomyślałam sobie, ta wiedza jest bardzo cenna. I  są jeszcze ludzcy pracownicy w rejestracjach, nie tylko bezduszne manekiny, nie przejmujące się losem innych (przecież pańci w tamtym szpitalu też mówiłam, że tato ma 93 lata i nie może czekać rok). Nie wzięłam taty w taksówkę, tylko pojechałam najpierw sama sprawdzić nową wiedzę (mój wieczny sceptycyzm).I chyba lepiej. Pańcia (pod pięćdziesiątkę, obwieszona pierścionkami i bransoletkami) udawała, że nie widzi mnie przed okienkiem, inna pani z rejestracji podeszła i się mną zainteresowała (ja nie z tych, które domagają sie uwagi i przeszkadzają , grzecznie czekam, aż mnie  zauważą). Wyłuszczyłam swoją sprawę. Pierwsze pytanie nagle obudzonej pańci było: czy ma legitymację, a drugie, czy tu jest dziś. Gdy odpowiedziałam twierdząco na pierwsze i przecząco na drugie pytanie pańcia straciła mną zainteresowanie i wróciła do papierów. Natomiast pani wyglądająca na lekarkę poszperała w rejestrach i znalazła dla taty termin na początku lutego - tego roku. Jeszcze uprzedziła, że doktor nie wywołuje po nazwisku, kto pierwszy ten lepszy i żeby tato najlepiej przyszedł przed końcem przyjęć, wtedy nie będzie musiał tak długo czekać. Więc jednak można po ludzku. Uff. I ja to załatwiłam!? Kamień spadł mi z serca. Nieznośne napięcie odpuściło. W "nagrodę za dzielność" wypiłam sobie kawę i zjadłam ciacho w pobliskiej IKEI. A co, należało mi się.  

Podziel się
oceń
5
460

Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 04 lutego 2017 21:52

    wiem co czułaś ,wielokrotnie byłam w takiej sytuacji. Takie momenty tkwią we mnie bardzo długo i nie umiem wyrzucić ich z pamięci. No i boję się każdej koniecznej wizyty.. głównie syna! to jest jakaś makabra.. A przede mną kolejne zmagania tego typu :( Naprawdę mam dość! Serdeczności!

    autor benka

  • dodano: 03 lutego 2017 4:06

    Witam . Ostatnio często chodzę po lekarzach i przychodniach z mężem i doszłam do wniosku, że żeby chorować -to trzeba mieć zdrowie. W obecnych czasach liczymy się tylko gdy jesteśmy młodzi , zdrowi i bogaci aby mieć z czego zapłacić. A panie z recepcji to prawie jak bóg.

    autor dom993

    blog: kwiat-paproci

  • dodano: 29 stycznia 2017 21:53

    Haniu no popatrz ,jak człowiek jeszcze wielu spraw nie wie .Kto by to pomyślał ,a nie mogą wywieszki dać o tym ,że w takim wieku ,ludzie po przejściach wojennych mają prawo itd...
    W Szwecji spotykam eis ze służbą zdrowia co jakiś czas.Tu jest tak ,że do pacjenta nikt nie może przejąc obojętnie.Taka paniusia jak opisałaś w okienku ,straciłaby pracę.Tu obojętnie jaka choroba ,jesteś umówiona na godziny,lekarz ma pół godziny czasu dla ciebie.Wychodzi pielęgniarka po chorego na hol gdzie są specjalne salki -poczekalnie..Podchodzi wywołuje delikatnie w głosie imię i wita się z pacjentem mówiąc swoje imię i nazwisko.Prowadzi do gabinetu..Jeżeli lekarz ,to lekarz wychodzi i robi to samo..W gabinecie panuje spokój ,uśmiech ,cierpliwość i wiele pytań z odpowiedzią.Na sam widok i samą rozmowę chory czuje się dobrze...bezpiecznie ,jakoś tak bez strachu..Tu nie WOLNO nawet źle spojrzeć na chorego..bardzo przemiła obsługa,i z tyłkami nie siedzą .Jak widzą kogoś przed okienkiem od razu jest zainteresowanie i wszelaka pomoc...Inny świat Haniu...Ale dobrze ,że udał się ,że będzie tak szybka wizyta .Życze zdrówka::)))

    autor danka

    blog: meszek.blogspot.com

  • dodano: 27 stycznia 2017 1:30

    Bardzo dobrze, jak człowiek sam o siebie nie zadba to nikt się nim nie przejmie

    autor Fusiasta

    blog: Fusiasty@bloog.pl

  • dodano: 25 stycznia 2017 23:23

    I Ty mówisz że nie potrafisz walczyć?.....Lwica

    autor papillon

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  303 377  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Jestem spokojną osobą w "pewnym wieku", liść na wietrze, dziś się kołyszę i płynę, jutro opadnę , nie zostanie śladu. Czasem nie mam odwagi powiedzieć o pewnych sprawach z otwartą przyłbicą. Więc zakamuflowana , tutaj się wypowiadam.

O moim bloogu

Pamiętnik zwykłej kobiety w "smudze cienia"

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 303377

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

RTV-AGD